Strona główna Forum DYSKUSJE Strategie suplementacji Moje przygody ze Swiss Herbal – dziennik suplementacji

  • Ten temat ma 1 głos i 0 odpowiedzi.
Wyświetla 1 wpis z $
  • Autor
    Wpisy
  • #76596
    seler96
    Uczestnik

    Dobry wieczór! Postanowiłem, że w ramach walki z bezproduktywnością nie tylko zacznę zażywać nootropy ale również będę prowadził swojego rodzaju dziennik, z którego dowiecie się, jak mi idzie walka z prokrastynacją i innymi demonami lenistwa, które próbują zrujnować mi życie. Zapraszam!

    Wstęp: W nootropach siedzę od dawna, spróbowałem noopeptu jakoś na drugim roku studiów, dobre 4-5 lat temu. Zamówiony był ze Stanów, ze sklepu PowderCity. Za niecałe 200zł dostałem pake 25g chyba (nie wiem, bo niedawno się przeterminowała i wyrzuciłem.) A jak z jakością? Ciężko powiedzieć, wpieprzałem tego sporo (2-3 microspoony z rana i tak samo po obiedzie) starałem się suplementować choliną albo po prostu żarłem dużo jajek. Efekty były w miare widoczne jak na mój gust ale ciężko po tylu latach stwierdzić, pamiętam też specyficzne migreny, jakby trochę mi głowe ściskało =p nie były uciążliwe i szybko mijały. No ale życie studenckie charakteryzuje się pewnymi mało dojrzałymi prawami, więc coś takiego jak abstynencja, czy zakończenie popalania nie przyszło mi nawet do głowy.

    I tak próbowałem z miesiąc, potem dawałem spokój, potem znowu próbowałem, w końcu odpuściłem na dobre, a coś koło 18g noopa nadal sobie stało na szafce. I to długo. Studia skończyłem, wpadła robótka, wpadła kolejna, następna (piszę i tłumaczę.) Nagle się okazało, że nie mam czasu dla siebie. A nie byłem do tego przyzwyczajony. Prokrastynacja się nasiliła – zamiast pracować, grałem, przeglądałem jakieś pierdoły w internecie, oglądałem filmy. Potem wszystko robiłem na ostatnią chwilę, a z tego nic, tak jak należy i kładłem się spać o 3-4 będąc na siebie tak nieprawdopodobnie wkurwionym, że ludzkie pojęcie przechodzi. Obiecywałem sobie, że od jutra zacznę działać normalnie ale oczywiście wpadałem w błędne koło. Coś trzeba było zrobić, a ja sam sobie poradzić nie mogłem. Wtedy przypomniałem sobie o nootropach i zacząłem poszukiwania. Tak trafiłem tutaj.

    Trochę poczytałem, założyłem temat na forum, a nawet napisałem maila do testy@shi.com.pl z prośbą o interpretację testu. Jednak odpowiedzi nie dostawałem, za to na forum kilka osób się wypowiedziało i zdecydowałem się na trzy specyfiki – Relatonic, Memostin i Noopeptil (MAX wszystko). Zamówionko przyszło po jednym dniu, bo tak się składa, że mieszkam w mieście, w którym SH ma siedzibę =] Wszystko ładnie zapakowane, jeszcze dodatkowo zaizolowane, żeby sie tabsy nie rozleciały w podróży (chociaż w opakowaniu trochę proszku jest, dam znać, czy jakaś się nie rozpadła, jak znajdę)

    Jednak miałem dalsze wymówki i nie zaczynałem. Dwóch najlepszych kumpli wpadło z zagranicy, no i była okazja do imprezowania. Poza tym nie byłem jeszcze do końca pewien, co do dawkowania. Chciałem brać po jednej każdego dnia – głównie z racji tego, że nie jest to taki lekki wydatek na moją kieszeń (no, przynajmniej tak sobie mówiłem.) Tylko że bałem się, że po jednej, to będzie za mało. Ogólnie, jak zwykle przekładałem działanie. Aż tu nagle, drugiego lutego przyszła odpowiedź na mojego maila, to był spory szok!

    Raz, że prawie dwa miesiące minęły od wysłania, więc zwyczajnie się nie spodziewałem. Jednak większym szokiem była treść – dostałem spersonalizowaną analizę moich problemów opisaną na CZTERY STRONY wraz z propozycją suplementacji. Świetna lektura, uwagi celne, w punkt. Dużo mi to dało do myślenia. Tylko ta suplementacja… Załączam tabelę Suple
    Nie, żebym wątpił w trafność analizy, po prostu miałem już zamówione 3 produkty, z których co prawda dwa się zgadzają, ale są w różnych cyklach. Wiadomo, piniondz! Postanowiłem improwizować.

    Dzień 1:
    20.02.17 – Zacząłem dzień od 3 jajek na miękko, a chwilę potem połknąłem 2x Memostim, 2x Relatonic i 1x Noopeptil. Panuję na swoim nastrojem, nie mam problemów z zasypianiem i ogólnie jestem pozytywnie nastawiony, więc uznałem, że serotoninę odpuszczę. Relatonic zastąpił Comfortil, bo tylko go miałem, a widzę, że działanie jest zbliżone. No i pożarłem to wszystko na raz, zamiast zostawić Relatonic na popołudnie. Może jutro spróbuję go zjeść po obiedzie. Do tego wszystkiego popijałem sobie yerba mate. No i co?
    Kurcze, chyba dobrze. Raz, że spałem jakieś 5h, więc głowa powinna ciążyć. Ale yerba i proszki chyba przezwyciężyły senność – z rana zabrałem się do roboty, potem pojechałem na spotkanie, potem jeszcze na uniwersytet załatwić pewne formalności, podzwoniłem gdzie trzeba, zorganizowałem sobie pracę. No bomba! Na ile to efekt placebo i postanowienie, że ruszam naprzód? Ciężko powiedzieć. Jednak przyznaję z ręką na sercu, że ten bodziec do prokrastynacji (który jest we mnie tak silnie zakorzeniony, że chyba trzeba tego największego na świecie niemieckiego dźwigu, żeby to ze mnie wyciągnąć) OSŁABŁ! Pierwszy raz doświadczyłem tego właśnie na uniwersytecie, gdzie musiałem poczekać przed dziekanatem na jakieś potwierdzenie. Usiadłem i oczywiście wyciągnąłem telefon, tylko że zamiast jak zwykle zacząć przeglądać jakieś pierdoły, tym razem wybrałem artykuł potrzebny mi do pracy. Ogólnie byłem dosyć pobudzony, radosny, bardziej żywotny. Przyszło kilka kryzysów i człowiek chciał się zdrzemnąć, ale to zwalczyłem. W końcu wziąłem się za ćwiczenia fizyczne (a to też od tygodni omijałem), udało się przejechać 10km na rowerku stacjonarnym, trochę pompek, brzuszków i podciągnięć (nie tyle, co robiłem dawniej, ale nie od razu Rzym zbudowano.) Przejrzałem kilka zakładek z tych „na później”, pouczyłem się języka, nawet zacząłem robić porządek w szafie. Zrobiłem znacznie więcej pracy, niż zwykle, ale jednak jeszcze brakuje.
    Robota mi się piętrzy, mam mnóstwo zleceń, do tego chcę założyć działalność – także na tym polu wymaga to wszystko ode mnie niemalże perfekcyjnej organizacji. Chciałbym też więcej czytać i wyregulować zegar biologiczny. Kłaść się i wstawać o regularnych porach. Ja lubię siedzieć w nocy, więc może będę sypiał w godzinach 2-8? Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie. W każdym razie, jest lepiej. Oby było jeszcze lepiej. A co do tej ceny, co tak płakałem? Człowiek jest w stanie tyle kasy wpierdolić w alkohol czy inne używki i jakoś nie żałuje, a tylko sie tym wyniszcza. Dlaczego miałbym żałować pieniędzy na to, co pomaga mi stać się lepszym. Uświadomiłem to sobie po pewnym czasie. Także jak portfel pozwoli, to będę kombinował. Póki co trzymam się swojego pomysłu i na bieżąco informuję o postępach. Pozdro!

Wyświetla 1 wpis z $
  • Musisz się zalogować, żeby odpowiedzieć w tym temacie.