Strona główna Forum DYSKUSJE Artykuły blogowe Seks a neuroprzekaźniki

Wyświetla 1 wpisy z $
  • Autor
    Wpisy
  • #79843

    Tutaj możecie dyskutować na temat artykułu Seks a neuroprzekaźniki

    #80527
    icuuru
    Uczestnik

    Nie pamiętam już dokładnie mechanizmu, ale jak każdy chociaż trochę obeznany w psychofarmakologii wie jaki skutek uboczny SSRI/SNRI jest najbardziej dokuczliwy w życiu – dysfunkcje seksualne u mężczyzn. Myślę że skoro serotonina to taki bardziej „rozlewający” i rozluźniający neuroprzekaźnik, może bardzo podobne działanie wykazywać fizjologicznie, a nie tylko w psychice. Zresztą, pomyślałem teraz o prostej analogii: THC w małych dawkach działa świetnie na libido pobudzając zmysły niesamowicie z lekką nutką euforii.. No ale właśnie, MAŁE DAWKI, bo przy przyjęciu ilości dającej już mocno psychoaktywny efekt, wiele mężczyzn zaczyna mieć problem a nawet traci zainteresowanie seksem po prostu. Nie jest to reguła, ale ostatnio miałem o tym wspomniane na module z farmakodynamiki i farmakokinetyki kannabinoidów.
    Jest taka książka o dopaminie, „Mózg chce więcej – dopamina – naturalny dopalacz”, i tam serotoninę troche wrzucono do jednego wora z egzo- i endokannabinoidami, jako dające poczucie stalości „tu i teraz”, pozwalające się zatrzymać, popraktykować uważność etc.
    To jak za dużo serotoniny, libido bliskie 0, a deprecha ani trochę nie wydaje się reagować na leczenie to o co chodzi? Ile jeszcze trzeba dowodów na obalenie serotoninowej teorii powstawania zaburzeń depresyjno-lękowych?
    Oby na dniach się okazało, że Spravato dostaje zielone światło w Polsce, zaciskam kciuki

    #80696

    Trzeba pamiętać, że serotonina to nie wszystko. Mózg to niesamowicie skomplikowana maszyneria. Ktoś kiedyś powiedział, że jest zbyt skomplikowany, żebyśmy mogli go zrozumieć, ale gdyby był choć trochę prostszy, to i tak byśmy go nie zrozumieli. I chyba coś w tym jest. Serotonina to tylko jeden z mnóstwa związków chemicznych przelewających się w synapsach, a przecież ile tych synaps jest, ile konfiguracji połączeń między neuronami…

    Co do leczenia depresji poprzez farmakologiczne oddziaływanie na serotoninę – to prawda, że tylko część chorych reaguje na leki. Gdzieś czytałam, ale nie pamietam gdzie, że zaledwie jedna trzecia. To znaczy, że depresja to problem bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać. Byłoby cudownie, gdyby udało się wprowadzić na rynek lek, który pozwoli skutecznie z nią walczyć. Ale też wydaje mi się, że sama farmakologia, samo unormowanie poziomu neuroprzekaźników, nie załatwi sprawy. W końcu wszystkie przeżycia, emocje zostawiają w mózgu mniej lub bardziej trwałe ślady. Zmieniają strukturę połączeń. Myślę, że leki, jakie by nie były, są tylko rozwiązaniem niejako doraźnym. Pomagają poczuć się lepiej, dopóki są brane, a czy celem nie jest wyleczenie, a nie tylko maskowanie objawów? Wydaje mi się, że depresja to nie jest coś, co pojawia się znienacka. No, może wyjąwszy te przypadki, które są skutkami nagłych traumatycznych wydarzeń. No i to chyba często jest tak, że dopiero po długim czasie chory trafia do psychiatry i dostaje leki. Pewne połączenia w mózgu musiały się już w tym czasie utrwalić. Czy to nie sprawia, że mózg niejako przyzwyczaja się do funkcjonowania w taki, a nie inny sposób? Wobec tego skuteczne, choć niewątpliwie trudne, byłoby zmienienie struktury tych połączeń, zmiana sposobu myślenia, postrzegania świata i siebie. Myślę, że tutaj jest spore pole do popisu dla psychoterapii. Uważam, że najskuteczniejsze efekty może dać połączenie metod farmakologicznych i niefarmakologicznych. Przy czym jedne i drugie powinny być nieustannie rozwijane.

    #80845
    icuuru
    Uczestnik

    Absolutną prawdą jest, iż psychoterapia to najskuteczniejszy środek na zaburzenia z nacechowaniem lękowym i skłaniającym ku depresyjnym myślom. Jednocześnie nauka dowiodła, iż realne zmiany neuronalne w mózgu osoby z tzw. „dużą depresją” nie pozwolą wykorzystać wszelkich metod terapeutycznych – indywidualnych predyspozycji do poważnych epizodów depresyjnych nie wyprostuje się trwale w wielu przypadkach bez ingerencji farmakologicznej. Statystycznie największą skuteczność wykazuje kombinacja farmakoterapii z psychoterapią indywidualną (w miarę możliwości warto dołączyć także grupową, chociaż uważam ją w tej sytuacji za drugorzędną wobec indywidualnych sesji), z takim zastrzeżeniem, iż we wspomnianych przypadkach ciężkich epizodów depresyjnych samo skłonienie osoby przeżywającej epizod do podjęcia się terapii jest zadaniem bardzo trudnym. Środki doraźne z potencjałem uzależniającym są rozwiązaniem ale zbyt ryzykownym, bo ciężko odpuścić środek który niczym magiczne panaceum, chociaż potencjalnie ogromnym kosztem uzależnienia, wydają się szybko niemożliwe do odstawienia, bo przecież pozwalają zaktywizować – na czas działania.
    Wdrożenie produktów farmaceutycznych na lekooporną depresję, co w końcu nastąpiło za sprawą zatwierdzenia leczenia esketaminą w warunkach kontrolowanych przez wykwalifikowany personel staje się rozwiązaniem potencjalnie idealnym, aby pacjent mógł aktywnie czerpać z podjętej psychoterapii i innych technik samoregulacyjnych. Niestety koszty na ten moment, i pewnie nie zmieni się to szybko, dają tą nadzieję nielicznym, bo kwoty takiej kuracji są kosmiczne, niestety.
    Pozytywny akcent jest taki, że skoro jest zatwierdzenie, można oczekiwać dofinansowań, do czego moim zdaniem konieczna jest aktywizacja społeczna zwracająca uwagę na ratunek niejednokrotnie życia osób z zaburzeniami depresyjnymi, dając zielone światło na refundowanie takiego leczenia tym, którzy innej nadziei mogą nie mieć.
    W dobie powolnej aprobaty organizacji regulujących zatwierdzanie nowych leków antydepresyjnych, chociaż wydaje się to perspektywą długofalową, daje jednak nadzieję na kolejne rewolucyjne środki dla zaburzeń psychicznych, niezależnych w żaden sposób od osoby nimi dotkniętych.

Wyświetla 1 wpisy z $
  • Musisz się zalogować, żeby odpowiedzieć w tym temacie.