Proponujemy zmianę języka na właściwy dla Twojej lokalizacji. Change Cancel
Strona główna/Blog/ ~ PUBLICYSTYKA ~ /Zablokowani w stresie, cz. 1: o przyczynach i skutkach zbyt wysokiego poziomu kortyzolu

Zablokowani w stresie, cz. 1: o przyczynach i skutkach zbyt wysokiego poziomu kortyzolu

~ PUBLICYSTYKA ~ 11 października 2017 Brak komentarzy

Wiek XIX był wiekiem pary, a wiek XX - wiekiem komputerów. Wydaje się, że XXI wiek śmiało można nazwać wiekiem stresu. Dzisiaj większość z nas uważa się za zestresowanych, uczy się strategii zarządzania stresem, aby obniżać jego poziom, chwali się w CV umiejętnością pracy w warunkach stresowych lub stara się bezstresowo wychowywać swoje dzieci. I nawet jeśli nie do końca potrafimy określić, co to właściwie jest cały ten stres, to zgadzamy się z tym, że jest on z całą pewnością zły i niepotrzebny.

Wynika to już z samych jego objawów, które bezbłędnie rozpoznajemy: niepokój, nerwowość, huśtawka nastrojów, brak koncentracji, uczucie przytłoczenia, bezsenność, wzrost ciśnienia krwi, kłopoty z trawieniem… Można wymieniać w nieskończoność. Nie chcemy tego wszystkiego odczuwać, bo przeszkadza nam to cieszyć się życiem i sprawia, że jesteśmy mniej wydajni w pracy. Ci z nas, którzy są bardziej optymistycznie nastawieni do życia, próbują pocieszać się, myśląc, że ewolucja nie dała nam niczego, co nie miałoby nam pomóc w przetrwaniu. Skoro więc nawet wyrostek robaczkowy (służący, zdaniem niektórych, jedynie do tego, aby w pewnym momencie życia można było nam go chirurgicznie usunąć) może mieć znaczenie dla prawidłowego rozwoju mikroflory jelitowej, to stres też jest nam do czegoś potrzebny. Mają rację?

Co to jest stres i do czego służy?

Badacze dość długo próbowali opracować jedną definicję stresu, która mogłaby być stosowana w różnych gałęziach nauki. Doszli do wniosku, że najlepiej będzie opisać go jako reakcję na bodziec sprawiający, że sytuacja, w jakiej znalazł się organizm odbiega od jego oczekiwań lub warunków dla niego optymalnych. Wymaga więc podjęcia jakiegoś działania w celu zmiany istniejącego stanu rzeczy. Wydaje się to dość skomplikowane, ale łatwo daje się wytłumaczyć na przykładzie. Jeśli w chłodny dzień wyjdziemy z domu ubrani zbyt lekko, uczucie zimna spowoduje u nas stres. Aby mu zaradzić, podejmiemy działanie w postaci powrotu i założenia kurtki. Albo gdy zagapimy się przechodząc przez ulicę, z pewnością zareagujemy stresem na dźwięk klaksonu. Działanie, które wówczas podejmiemy, to jak najszybsze zejście z drogi nadjeżdżającego samochodu. W obu tych przypadkach stres zmusił nas do zrobienia czegoś, co umożliwiło uniknięcia przykrych konsekwencji – przeziębienia lub wypadku.

Te sytuacje mogą wydawać się błahe i wielu z nas pomyślało zapewne “a gdzie tu stres?”. Ale w naszym ciele zachodzą zmiany podobne jak u naszych przodków z czasów, kiedy jeszcze mieszkaliśmy w jaskiniach. Wyobraźmy sobie takiego hipotetycznego przodka, który, idąc sobie spokojnie przez dżunglę, nagle spotyka dzikie zwierzę. W ułamku sekundy jego puls przyspiesza, źrenice rozszerzają się, mięśnie napinają, a umysł skupia się na tym jednym elemencie otoczenia – jest gotowy do stawienia czoła niebezpieczeństwu. Czyż nie reagujemy podobnie w sytuacjach stresowych? Szczególnie dobrze widać to na wspomnianym przykładzie samochodu. Każdy, kto znalazł się kiedyś w takiej sytuacji, już po znalezieniu się bezpiecznie na chodniku na pewno zauważył, że serce bije mu trochę szybciej i że jest nieco bardziej pobudzony.

Do czego więc służy nam stres? Jest to po prostu nasz motor napędowy, mobilizujący nas do reakcji na zmieniające się warunki. Odczucia, które z nim utożsamiamy, są dla nas wyraźnym sygnałem, że dzieje się coś, do czego nie jesteśmy przystosowani. Są one nieprzyjemne, ale muszą takie być – inaczej przecież nie zrobiliśmy nic, żeby ich uniknąć teraz i w przyszłości.

Stres – dobry czy zły?

Negatywne wydarzenia wywołują u nas stres – to jest oczywiste. Znacznie trudniej jest przyjąć do wiadomości, że podobnie działają sytuacje pozytywne. Dwaj psychiatrzy, Thomas Holmes i Richard Rahe, w oparciu o swoje badania opracowali listę, na której umieścili 44 wydarzenia życiowe, będące najsilniejszymi stresorami. Przyporządkowali im też ilość punktów, określającą to, jak mocno na nas oddziałują. Na pierwszym miejscu znalazła się śmierć współmałżonka, która otrzymała 100 punktów. Pojawiają się na niej też sytuacje takie jak ślub, zwolnienie z pracy, pobyt w więzieniu, konflikty w rodzinie, zmiana pracy czy szkoły. Najniższą wartość – 11 punktów – przypisano niewielkiemu wykroczeniu prawnemu. Może to zdziwić, ale na liście znalazły się także pojednanie się ze współmałżonkiem (45 pkt.) awans w pracy (29 pkt.), wybitne osiągnięcia osobiste (28 pkt.), urlop (13 pkt.) i święta spędzone z rodziną (12 pkt.), a więc wszystko to, co powinno raczej cieszyć niż martwić. Wszystkie te wydarzenia stanowią jednak pewną zmianę i trudno jest tak po prostu przejść nad nimi do porządku dziennego.

Warto w tym miejscu wspomnieć również o tym, że stres nie zawsze zmienia nas w kłębek nerwów. Często jest tak, że spotykające nas wyzwania wyzwalają przyjemny dreszczyk emocji i przypływ energii. Choćby właśnie ten długo wyczekiwany i pieczołowicie zorganizowany urlop – przecież cieszymy się na niego. Pogodzenie się z mężem czy żoną po poważnej kłótni zwykle przynosi ulgę i jest motywacją do starania się, aby już od tej pory w związku wszystko było w jak najlepszym porządku. Perspektywa nowych obowiązków w pracy też wcale nie musi być przytłaczająca, może budzić entuzjazm. Niektórzy z nas wręcz nudzą się i nie potrafią funkcjonować, jeśli nie towarzyszy im pewien poziom napięcia.

Na czym to polega? Naukowcy odpowiedzieli na to pytanie, niejako dzieląc stres na dwie części. Pierwsza z nich nazywana jest eustresem. Pojawia się wtedy, gdy stres trwa krótko lub nie przekracza naszych możliwości radzenia sobie z nim. Można śmiało powiedzieć, że jest to właśnie ten “dobry stres”, który motywuje nas do działania, usuwa monotonię i sprawia, że nasze życie staje się ciekawsze. Jeśli jednak czynniki wywołujące stres nawarstwiają się lub są bardzo silne, przekraczają naszą wytrzymałość. Pojawia się wtedy dystres, który śmiało można nazwać “złym stresem”. To właśnie wtedy jesteśmy przytłoczeni i odczuwamy te wszystkie nieprzyjemne objawy, które każdy z nas na pewno bez problemu potrafi wymienić.

Jak działa stres?

Oczywiście, wszystko zaczyna się w głowie. Informacje o działających na nas bodźcach fizycznych i psychicznych docierają do podwzgórza. Jest to niewielka struktura, stanowiąca zaledwie 1% objętości mózgu. Pełni jednak niezwykle ważną rolę swoistego centrum dowodzenia, w którym zapadają decyzje o funkcjonowaniu wszystkiego tego, co w organizmie nie podlega naszej woli. Podwzgórze steruje więc wydzielaniem hormonów, cyklem snu i czuwania, termoregulacją, głodem i sytością, cyklem menstruacyjnym u kobiet, a nawet emocjami. W sytuacji stresowej aktywuje dwa główne mechanizmy przedstawiające pracę całego ciała na “tryb awaryjny”, aby jak najszybciej rozwiązać problem.

Pierwszym z nich jest tzw. układ współczulno-nadnerczowy, w skrócie SAM, od angielskiej nazwy “sympathetic-adrenomedullary”. Podczas jego pobudzenia wzrasta ilość adrenaliny i noradrenaliny produkowanych zarówno w mózgu, jak i rdzeniu nadnerczy, skąd trafia do krwi. Adrenalina i noradrenalina są neuroprzekaźnikami, ale pełnią też rolę hormonów. Ich zadaniem jest błyskawiczna mobilizacja organizmu i przygotowanie go do stawienia czoła potencjalnemu niebezpieczeństwu. Niewątpliwie dobrze znamy działanie adrenaliny: przyspieszenie akcji serca, zwężenie naczyń krwionośnych w skórze (dlatego czasem blednie nam twarz pod wpływem emocji) i przewodzie pokarmowym, rozszerzenie źrenic, przyspieszony oddech czy też zwiększenie poziomu glukozy we krwi. Priorytetem staje dostarczenie jak największej ilości krwi, a więc tlenu i substancji odżywczych, do mózgu i mięśni – narządów, których sprawne działanie jest kluczowe w reakcji “walcz lub uciekaj”.

Drugi mechanizm to oś podwzgórze-przysadka-nadnercza. W skrócie nazywana jest osią HPA (od angielskiej nazwy “hypothalamic-pituitary-adrenocortical axis”) lub osią stresu. Włącza się ona później niż SAM, bo dopiero po upływie ok. 30 minut od zaistnienia sytuacji stresowej, ale za to efekty jej działania utrzymują się dużo dłużej. Pierwszym krokiem jej aktywacji jest uwolnienie z podwzgórza kortykoliberyny. Hormon ten aktywuje przysadkę mózgową i powoduje wydzielanie z niej adrenokortykotropiny. Ona z kolei trafia do krwi i razem z nią dociera do kory nadnerczy, gdzie uruchamia produkcję glikokortykosteroidów, w tym kortyzolu, nazywanego często hormonem stresu. Jego rola polega na wzmocnieniu działania adrenaliny i noradrenaliny. Poza tym zwiększa on poziom glukozy we krwi, powoduje rozkładanie białek na aminokwasy, podnosi ciśnienie krwi i hamuje stany zapalne. Pewne ilości kortyzolu wytwarzane są cały czas, zwłaszcza rano, kiedy musimy się obudzić. Jednak stres sprawia, że aktywność osi HPA znacznie wzrasta. Podobnie jak w przypadku SAM, służy ona zmobilizowaniu organizmu i przygotowaniu go do stawienia czoła problemom.

Co się dzieje, kiedy stresu jest za dużo?

Najczęściej jest tak, a przynajmniej powinno być, że trudna sytuacja pojawia się, organizm mobilizuje się do działania, rozwiązujemy problem i stres znika, a my możemy spokojnie odpocząć i naładować akumulatory. Do tego właśnie przeznaczone są SAM i oś HPA. Naukowcy odkryli, że taka krótkotrwała praca na wysokich obrotach od czasu do czasu jest nawet korzystna dla naszego zdrowia. Problemy pojawiają się, kiedy doznajemy tzw. przewlekłego stresu. Kryzys ekonomiczny, comiesięczne raty kredytu hipotecznego, zbyt monotonna lub zbyt wymagająca praca, trudne relacje z bliskimi, nierealne oczekiwania wobec samych siebie – to przykłady czynników, które mogą go powodować. Reakcje naszego organizmu dostosowane są do stresorów, które można wyeliminować poprzez fizyczne zmierzenie się z nimi, tak jak to robili nasi przodkowie np. z dzikimi zwierzętami. Niemożliwe jest, żeby pokonać zbliżający się termin spłaty kredytu czy przed nim uciec. Mimo to nasz organizm nawet na tego rodzaju psychiczne bodźce reaguje w sposób, który od setek tysięcy lat pozwalał przetrwać naszym przodkom – podnosi poziom adrenaliny i kortyzolu.

Niestety, czynniki, które wywołują przewlekły stres, często nie chcą się od nas tak po prostu odczepić. Skoro więc bez przerwy odczuwamy niepokój, jesteśmy pobudzeni i spięci, wytwarzamy coraz więcej glikokortykoidów, w końcu dochodzi do stanu, który określany jest jako zablokowanie osi HPA. Jak to się dzieje?

Generalnie rzecz biorąc, oś HPA to mechanizm, który samodzielnie się kontroluje. Produkcja kortyzolu jest pobudzana przez hormony podwzgórza i przysadki mózgowej, a ich wydzielanie jest z kolei hamowane przez kwas gamma-aminomasłowy (GABA), główny neuroprzekaźnik hamujący. Kortyzol działa jako allosteryczny modulator receptorów GABA. Oznacza to, że przyłącza się do nich i zwiększa ich aktywność. I tu właśnie leży źródło problemów z przewlekłym stresem. Kortyzol bowiem zachowuje się w taki sposób tylko wtedy, gdy jest go w organizmie stosunkowo mało. Gdy jednak oś HPA jest stale pobudzana, poziom hormonu stresu znacznie wzrasta, a w dużych stężeniach wpływa on na receptory GABA dokładnie na odwrót – zmniejsza ich aktywność. Wpadamy wówczas w błędne koło stresu: oś HPA wciąż jest pobudzana, bo stresory nadal są obecne, a jednocześnie zawodzi jej hamowanie. Poziom adrenaliny i kortyzolu jest wysoki, co wpływa na cały organizm. Napięte mięśnie bolą, podniesione ciśnienie krwi obciąża żyły i tętnice, zwiększone ilości glukozy mogą w końcu doprowadzić do rozwoju cukrzycy. Ponieważ krew kierowana jest głównie do mięśni, układ pokarmowy nie funkcjonuje tak jak powinien, co kończy się niestrawnością, refluksem i innymi podobnymi atrakcjami. Ciągłe pobudzenie sprawia, że ciężko nam wyciszyć się i zasnąć, więc nie odpoczywamy tak wydajnie, jak wymagałby tego stan naszego organizmu, a niewyspanie jest przyczyną kolejnego stresu. Przestajemy myśleć klarownie, coraz trudniej nam się skoncentrować, coraz łatwiej wpadamy we wściekłość. W końcu stajemy się rozedrganym kłębkiem nerwów wlewającym w siebie hektolitry kofeiny, wieczorami popijającym wino czy inny alkohol, żeby w ogóle móc zasnąć, cierpiącym na niedobory witamin i minerałów (przez kłopoty z trawieniem i wchłanianiem ich w jelitach), podatnym na infekcje, zawały serca i nowotwory, prawdopodobnie też z rozwijającą się depresją. Piękna perspektywa, prawda?

NEUROREGULACYJNY PREPARAT ANTYSTRESOWY

W naszym asortymencie posiadamy synergiczny preparat o silnym działaniu hamującym działanie osi HPA i obniżającym poziom kortyzolu. COMFORTIL™ MAX to połączenie aktywnych składników, które pomagają radzić sobie ze stresem i poprawiają nastrój.

 

Kategorie: ~ PUBLICYSTYKA ~, Tajemnice mózgu, Tajemnice umysłu

agnieszka

Z wykształcenia biotechnolog, z zamiłowania poszukiwaczka wiedzy o działaniu ludzkiego mózgu. Fascynuje ją to, w jaki sposób całkiem proste oddziaływania poszczególnych komórek i cząsteczek przekładają się na złożone odczucia, emocje i zachowania. Po godzinach, gdy nie zajmuje się suczką Ferą, z zapałem ćwiczy motorykę małą, intensywnie szydełkując. Uwielbia twórczość Joanny Chmielewskiej i Agaty Christie, a także popularno-naukowe programy o działaniu wszechświata.

Skomentuj

Zalogowany jako agnieszka. Wylogować ?

Dodaj komentarz Dyskutuj na forum

Najnowsze artykuły z tej kategorii

~ PORADNIKI ~ 11 października 2017
~ PUBLICYSTYKA ~ 11 października 2017
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Dołącz do listy oczekujących Prosimy o podanie adresu email, na który chcesz otrzymać wiadomość z powiadomieniem, gdy produkt wróci do sprzedaży w naszym sklepie. Wpisanie ilości, którą planujesz zamówić, pomoże nam zaplanować wielkość najbliższej dostawy.